logo
logo

Seaside Swing Affair 2018

Wielka urodzinowa, nadmorska feta za nami! Pięć lat temu w głowach Kasi i Bogny zrodził się pomysł zakotwiczenia lindy hopa w Trójmieście, a dziś swingowa scena w Gdańsku liczy setki osób, miejsca imprez pękają w szwach (kochana Paszcza Lwa <3), na Amber Swing Festival przyjeżdża każdego roku szerokie grono wybitnych tancerzy z całego świata, a na ulicach Gdańska z pewną satysfakcją coraz częściej obserwujemy pojawiające się plisowane spódnice, grochy, szelki i kaszkiety 😉

Seaside Swing Affair rozpoczęliśmy wspólnym oglądaniem filmu i czwartkową imprezą w Żaku, która stanowiła doskonałą rozgrzewkę przed piątkowymi atrakcjami, w tym przed zawodami sportowymi organizowanymi w Parku Oliwskim. W pełnym słońcu, smagani bryzą w szranki stanęli śmiałkowie ze wszystkich stron Polski, jednakże zwycięzca mógł być tylko jeden – w tym roku ten zaszczytny tytuł zgarnęła warszawska drużyna Chateauteam! Gratulujemy! Piątkową imprezę w Gedanusie uświetnili muzycy z The Schoekillers Band, ponoszący pełną odpowiedzialność za honorową śmierć niejednej pary butów, a przy okazji za skrajne odwodnienie tancerzy, którzy osłabieni schodząc z parkietu przy dźwiękach kolejnej piosenki zawracali z myślą: „No jeszcze ta ostatnia!”. Macie nas na sumieniu, ale wybaczamy – pod warunkiem, że jeszcze do nas wrócicie! 😉 W czasie piątkowego wieczoru była też szansa potrenować mięśnie brzucha, zaśmiewając się przy kabaretowych występach naszych tanecznych kompanów, a także wstrzymać oddech z wrażenia, oglądając pokaz kadry instruktorskiej SRT, którym żadne aerialsy nie są straszne!

W sobotnie popołudnie, tancerze, którzy mieli jeszcze wciąż nadmiar energii po piątkowych pląsach, spotkali się na popołudniowej potańcówce, gdzie przy leniwych jazzowych rytmach oddali się dysputom filozoficznym, niespiesznemu popijaniu kawy i, oczywiście, swingowaniu. Sobotnia, główna impreza odbyła się w Filharmonii Bałtyckiej, gdzie w klimat lat 30. przenieśli nas cudowni artyści z grupy Lazy Swingers Band (i tu mała prywata – dziękuję Wam za aranżację Counta Basie’go, dziękuję, dziękuję!). Sala pękała w szwach, spódnice wirowały – cóż to była za noc! Nie obyło się, oczywiście, bez pysznego tortu, urodzinowego jamu oraz masy wzruszeń (Poznań – dziękujemy za piniatę!). Sobotni jack’n’jill zaskoczył uczestników swoją konwencją – musieli oni bowiem rozbudzić w sobie ducha aktorstwa i w tańcu zaimprowizować scenki takie jak: ucieczka przed czarną pumą na pustyni czy też znalezienie walizki pełnej gotówki. Pierwsze miejsce w konkursie zajęli Paulina i Mateusz, z którymi w ramach nagrody zobaczymy się już za trzy miesiące na Amber Swing Festival. A dla całej widowni lekcja jest następująca – na ból zęba najlepszy jest dobry swing out! 😉

Niedziela w polskiej świadomości stanowi idealny dzień na wycieczkę nad morze i ognisko, postanowiliśmy się w tym roku to tej tradycji dostosować. Jednak dla przełamania schematu, aby wyostrzyć apetyt, najpierw panowie uczyli się, jak wznieść swoje parterki do nieba, a partnerki uczyły się, jak partnerom z tego nieba spaść (wszystko to za sprawą cudowych instruktorów Kasi i Roberta). Ci, którzy nadmiernie rozgrzali się przy aerialsach, mogli wziąć udzial w wielkim morsowaniu pod czujnym okiem Irka. Wieczorem z kolei była ostatnia szansa, żeby ostatni raz podczas tegorocznej edycji wskoczyć na parkiet i naładować się energią na cały nadchodzący tydzień.

Warto wspomnieć, że w czasie naszej cudownej majówki mogliśmy pozbyć się nadmiaru gotówki u takich wystawców jak: Hepcats, Swing King oraz Vintage Forever, bez czyich ubrań i akcesoriów szafa każdego szanującego się swingersa jest niepełna 😉 Koniecznie śledźcie ich na FB i Instagramie!

Dziękujemy Wam wszystkim, że byliśmy z nami w tym wyjątkowym, urodzinowym czasie i do zobaczenia na kolejnych eventach! Niech moc swingowej kotwicy będzie z Wami!

Wasza Amkejt

fot. Paweł Wroniak